Trwa dyskusja o kierunku w jakim ma zmierzać PiS. Ostatnio głos na ten temat zabrał europoseł Migalski, publikując swój głośny List otwarty do Jarosława Kaczyńskiego. Autor zawarł w nim wiele interesujących sugestii. Wybuchła dyskusja. W obronie Migalskiego głos zabrali Joanną Kluzik - Rostkowska i Paweł Poncyliusz. Że Migalski pisze słusznie, że się z nim zgadzają. Ze strony kierownictwa PiS pojawiła się zaś oczywiście oczekiwaną krytyką podsumowana zreczną konstatacją Mariusza Błaszczaka, że oto fruwajacy ornitolog - jak sam siebie nazywa europoseł - wylądował. Minęły dwa dni. I oto sympatyczny miłośnik ptaków udzielił wywiadu. Nieśmiało podtrzymał swoje tezy z listu otwartego, ale podsumował je zaskakującym stwierdzeniem. Stwierdzeniem, które - de facto - jest ich poważnym osłabieniem. Powiedział mianowicie, że - tu cytat - „Politycznie się związałem raz na całe życie z Jarosławem Kaczyńskim i Prawem i Sprawiedliwością". Wygląda to niestety tak, jakby Migalski przestraszył się pisowskich komentarzy o samolądowaniu. Nie chcę się teraz tutaj rozwodzić nad trafnością tez autora z listu otwartego. Na tle całej tej sytuacji zrodziły mi się jednak dwie refleksje. Pierwsza. Mój znajomy, poznański dyrygent mawia często: „wiesz jaka jest różnica między muzykiem a muzykologiem? Jak między kochankiem a ginekologiem". Otóż tak samo chyba jest z politologami, tyle, że a rebours. Otóż politologowi Migalskiemu wydawało się chyba, że polityka to zajęcie, w którym relacje przypominają subtelny flirt w eleganckiej restauracji. Czasem, rzeczywiście tak jest, ale częściej - ku nieświadomości politologów - to zwykły gwałt na kozetce w gabinecie zwierzchnika. Doktor Migalski chyba właśnie się o tym boleśnie przekonuje. I uwaga druga. Ciekaw jestem, jak czują się Joanna Kluzik - Rostkowska i Paweł Poncyliusz? Publicznie ujęli się za Migalskim. Dziś widzą, że zmienia on swe stanowisko. W naszej polityce często obecna jest retoryka podwórek. Otóż na podwórku, jeśli ktoś wyprowadzi kolegów do niepotrzebnej wojny, a potem sam się z niej wycofuje, to po jej zakończeniu, ci sami koledzy - o ile ją przeżyją - smarują na ścianie wielki czteroliterowy napis: .... . Na szczęśce Kluzik - Rostkowska i Poncyliusz wyrośli już z etapu smarowania po murach.
Nie głosowałem na Bronisława Komorowskiego. Dziś jednak uczestniczyłem w jego zaprzysiężeniu. Poczytuję to sobie za zaszczyt. Człowiek ma poczucie uczestnictwa w wydarzeniu historycznym. Niewątpliwie - po latach - będzie co wspominać. Nowy prezydent wspominał swego poprzednika. To dobrze. Jego śmierć jest przecież jednym z najważniejszych wydarzeń we współczesnej historii Polski. Dobrze też, że już wczoraj - wówczas jeszcze Prezydent - elekt - zapowiedział upamiętnienie ofiar smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu. Oby była to zapowiedź bycia Prezydentem ponad podziałami. Tak jak sam zadeklarował to w inauguracyjnym orędziu. To przez najbliższe 5 lat trwał będzie prezydencki egzamin z wyborczego hasła, że „zgoda buduje". Trzeba mieć nadzieję na właściwe zdanie tego egzaminu. I że ta nadzieja będzie miała wymiar chrześcijański a nie wymiar miłości matki kochającej swe - niezbyt rozsądne - dzieci.
Ps: poniżej dla potomności odsyłam do krótkiego filmu i fotografii, które dołoże za parę dni.
Tak zwana Komisja Hazardowa kończy swoją pracę. Dziwny to koniec. Dlaczego? Bo z jednej strony zupełnie nie zaskakujący. Większość rządowa od początku działała w niej tak, by sprawę rozmyć. A może nawet doprowadzić do sytuacji, że będzie można stwierdzić, iż tak naprawdę, to w ogóle jej nie było. I udało się! Wydźwięk przyjętego raportu jest właśnie taki. Winne są wszystkie rządy. Również zmarły prezydent Lech Kaczyński. A Chlebowski? Drzewiecki? Jeśli nawet odegrali tu jakąś rolę to absolutnie marginalną!
Ok. Wszystko w porządku, wszystko logiczne. Pamięć wyborców jest krótka, strach przed Kaczyńskim nadal ogromny i na własne jego życzenie wciąż nie malejący. Swoi obronieni. Można nawet własnym partyjnym kolegom odmeldować wykonanie zadania. Pozostaje tylko jeden drobny problem. Problem premiera Tuska. Problem, który sprawia, że finisz prac hazardowych śledczych jest jednak zaskakujący. Bo jeśli jest tak - ku czemu zmierza raport komisji - że całej tej afery nie było, to skąd wzięły się ubiegłoroczne rządowe dymisje? Skąd spektakularne odejścia Schetyny, Chlebowskiego, Drzewieckiego? Można powiedzieć, że szło tu o to, że mieli być jak przysłowiowa żona Cezara. Poza wszelkimi podejrzeniami. Tak - tyle że jedna z tych żon, jeszcze przed końcem prac komisji została drugą osobą w państwie, pełniącą obowiązki prezydenta. Tym bardziej po jej zakończeniu, po przyjęciu raportu, ten awans jest uzasadniony. Pytanie co teraz z Chlebowskim i Drzewieckim? Wedle raportu komisji są czyści. A więc - jak Grzegorz Schetyna - powinni wrócić w pełnej chwale. Co więcej - mają teraz pełne prawo, jako już oczyszczone żony Cezara, się tego domagać. Pytanie tylko co z tymi wszystkimi swymi kłopotliwymi żonami zrobi teraz premier Tusk?
Trwa spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim. Obrazy dostarczane nam przez media są przykre. Widzimy młodych, zdezorientowanych księży skonfrontowanych z rozdygotanym tłumem. Żal tych kapłanów. Na marginesie rodzą się dwie refleksje. Pierwsza: Był to niewątpliwie test dla prezydenta - elekta. Test niestety nie zdany. Bronisław Komorowski - wyznawca maksymy że zgoda buduje - mógł to, moim zdaniem załatwić inaczej. Rozpocząć budowę, tablicy - obelisku i równolegle godnie odprowadzić krzyż do św. Anny. Tymczasem mamy odpowiedź sympatycznego ministra Michałowskiego, że tablica będzie, prędzej czy później. Właśnie owo prędzej lub później staje się zapalnikiem całego sporu. Gdyby budowę tablicy rozpoczęto, albo byłaby jasna deklaracja Bronisława Komorowskiego w tej sprawie, pożywki do sporu by nie było. I sprawa druga: Na Krakowskim Przedmieściu widzieliśmy dziś jedną z twarzy polskiej prawicy. Tę bardziej rozemocjonowaną. Taka ona jest. Trzeba nad nią pracować. To wielkie zadanie dla polityków i dla Kościoła. Musi być ona bardziej przyjazna, otwarta. Nie odwracając się od niej i przyjmując ją jako trudne zadanie, trzeba tym bardziej pracować by dominowała twarz inna. Twarz ludzi, którzy zakorzenieni w tradycji, otwarci są na wyzwania współczesności. Czyli gospodarkę, niskie podatki, sprawne państwo i nowe technologie. Jednym słowem jak pisał kiedyś mój rodzinny autor: Bóg, pieniądze i ojczyzna - dobry pomysł, każdy przyzna.
piątek, 3 września 2010
Licznik odwiedzin: 7 508
| « wrzesień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | ||
| 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | |||

Plusy i Minusy - należąc do koła parlamentarnego Polska Plus chciałbym w tym blogu spoglądać na życie tylko pozytywnie. Ale że nie zawsze jest to możliwe to czasem pojawią się tu i minusy... :-)
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: